sobota, 25 stycznia 2014

Klinika śmierci-Harlan Coben


Druga powieść w dorobku amerykańskiego pisarza Harlana Cobena.Wydana w USA w 1991 roku w Polsce natomiast w 2011 roku. Pierwszy thriller medyczny w dorobku autora typowych powieści kryminalnych.Jak przypadła mi taka odmiana i na ile oceniam tą powieść?

Co by było gdyby naukowcy w końcu odkryli lekarstwo na AIDS? Czy cały świat byłby zachwycony z tego powodu? Może znaleźliby się ludzie,którym takie wielkie odkrycie medyczne nie jest na rękę?

Harlan Coben w tej powieści przenosi nas w świat bogatych i wpływowych amerykańskich obywateli z lat osiemdziesiątych. W środowiskach homoseksualistów i narkomanów gwałtownie rozszerza się epidemia AIDS. Plotka głosi,że pewna nowojorska klinika wynalazła lekarstwo na dżumę XXI wieku. Dwaj lekarze opracowali lekarstwo,które zabija wirus HIV.Odkrycie pozostaje ciągle nieujawnione ponieważ życie naukowców leży w wielkim niebezpieczeństwie.Ktoś z pomocą płatnego zabójcy eliminuje pacjentów leczących się w tej klinice oraz jednego z ich głównych lekarzy. Kto jest winny śmierci niewinnych ludzi i dlaczego to robi? Dlaczego za wszelką cenę chce zniszczyć wszystkie dowody na to,że istnienie cudowne antidotum na AIDS?

Jako,że jest to jedna z początkowych książek Cobena podczas czytania od razu zauważa się brak wprawy w pisaniu oraz brak doświadczenia życiowego pisarza.Coben pisał tą powieść jako dwudziestoparolatek i dopiero zaczynał przygodę z papierem i piórem. Gołym okiem widać w tej książce wiele błędów i niedopatrzeń,choćby zachowanie celnika na lotnisku w Bangkoku,kiedy to bez najmniejszego problemu pozwolił opuścić teren lotniska osobie o całkowicie zmienionym wyglądzie. Jednak na wstępie autor szczerze przyznaje się do błędów jakie popełnił i śmiało mówi o tym,że ta powieść nie jest wielkim dziełem sztuki. Otwarcie pisze,że po wielu latach jej wersja jest niezmieniona i w żaden sposób niepoprawiana.

Brakuje mi w tej powieści napięcia i momentów pełnych zaskoczenia. Co do bohaterów to  nie są oni specjalnie wyraziści. Wieje trochę od nich nudą,szczególnie od perfekcyjnego małżeństwa dziennikarki oraz sportowca.Takie to przesłodzone i nierealne. Trudno uwierzyć w to,że ludzie się nie kłócą,nawet w oblczu choroby ciągle są zakochani i pełni miłości. Co do zakończenia to można się domyśleć jak się skończy-szczególnie wtedy gdy zostaje nam około 150 stron do zakończenia.

Podsumowując książka nie powala na kolana,jednak dla fanów Cobena będzie ciekawą pozycją.

Moja ocena powieści 5/10 pkt
wyd: Albatros 2011
stron: 512