niedziela, 1 września 2013

"U progu szczęścia"-Aidan Donnelley Rowley


Sięgając po tą książkę wyobrażałam sobie miłą komedię romantyczną z przystojnym mężczyzną w tle i szczęśliwym zakończeniem.Okładka także przemawia za tym,że mamy do czynienia z książką,która ocieka szczęściem i miłością.Nic mylnego.To powieść w której prócz miłości znajdziemy smutek,żałobę,zdradę i pogoń za karierą.O czym tak naprawdę jest książka mająca tytuł "U progu szczęścia"?

Nowy Jork to miasto wiecznie zabieganych ludzi sukcesu.Jedną z takich osób jest Quinn-dwudziestokilkuletnia prawniczka.Jej ojciec zginął podczas aktu terrorystycznego 11 września 2001 roku na World Trance Center.Quinn z zawodu jest dobrze wykształconą prawniczką.Na co dzień wiedzie uporządkowane życiu u boku swego chłopaka-bankiera o imieniu Sage. Pewnego dnia Sage oświadcza się jej podczas weekendu w Paryżu.Kobieta nie jest całkowicie pewna swoich uczuć jednak pod wpływem chwili i zamroczenia alkoholem przyjmuje oświadczyny.Od tego momentu ciągle zastanawia się nad słusznością podjętej decyzji.Czy w końcu powie ona magiczne słowo ''tak'' na ślubnym kobiercu?Czy Quinn odnajdzie harmonie i szczęście w życiu?

Główna bohaterka nie przypadła mi do gustu.To rozkapryszona dziewczyna z Manhattanu,która nie wie czego w życiu chce.Ma wszystko,jednak ciągle jej mało.W dodatku wolny czas spędza wśród znajomych,ewentualnie z chłopakiem zawsze w ręku trzymając jakiś napój wysokoprocentowy.Żal mi trochę jej tego biednego narzeczonego,który za wszelką cenę pragnie jej szczęścia.Męczy się biedak i trudzi a ona dalej nic sobie z tego nie robi.Zwodzi go,miewa kaprysy i za nic nie przeprasza.Nie zaprzeczam,że jest on trochę maminsynkiem,no ale cóż większość mężczyzn kocha i nad wszystko wychwala swe cudowne mamusie.Quinn mogła trafić pod wiele gorsze skrzydła np jakiegoś brutala,agresora czy pijaka.Chociaż gdyby spotkała alkoholika zapewne by ją to uszczęśliwiło.

Reasumując ta książka nie jest jakoś bliska mojemu sercu.Jednak zawiera w sobie taką małą mądrość życiową,która brzmi,że szczęście to pojęcie względne i dla każdego znaczy ono co innego.Dla kogoś jest to domek na przedmieściach z gromadką dzieci,a dla kogoś innego to zawrotna kariera i złota karta kredytowa w kieszeni.Powieść uświadomiła mi,że uczuć nie można niczym kupić.To co czujemy do drugiej osoby zależy wyłącznie od nas a strach przed zawarciem związku małżeńskiego to normalna sprawa.W końcu jesteśmy przekonani,że nasze małżeństwo będzie trwało przez resztę życia.

Szkoda,że autorka nie skończyła pewnego wątku.Zakończenie jest pozytywne jednak pisarka nie zdradziła nam czy podczas przemiany Quinn kończy się jej także alkoholowy nałóg.Bo szkoda by było w późniejszych latach zmarnować to szczęście,które zdołała uzyskać.

Moja ocena książki 5/10 pkt.
wyd:Jaguar 2013
stron:389